piątek, 15 marca 2013

Druga część 4 kartki z dziennika.

Musiałem usiąść na łóżku. Dalej nie dochodziło do mnie co się przed chwilą stało. Przyszła do mnie siostra...jako duch! To było dziwne przeżycie. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Kiedy już to przetrawiłem, poszedłem do głównej sali. Nadal byli tam wszyscy Strażnicy.
-Nie uwierzycie co się stało.-powiedziałem do nich.
-Po tym wietrze, który cię uzdrowił, chyba nic mnie nie zdziwi.-odparła Wróżka ze spokojem.
-Właśnie spotkałem moją siostrę.-wszyscy zatrzymali się jak na komendę.
-Dobrze, odwołuję co mówiłam przed chwilą.-odpowiedziała Zębuszka.
-Czego ty się najadłeś?-zapytał Kang...Królik.
-Mówię prawdę.-odparłem i opowiedziałem im o całym zdarzeniu.
-Powiedziała też o kimś kto został wypuszczony a nie powinien. Dosłownie powiedziała "To co zamknięte przed tyloma wiekami, zostało wypuszczone.  Siła zła opuściła swe więzienie. Lecz z pomocą przybędzie ten który został zapomniany, ten który opuścił zgromadzenie.". O kim ona mówiła? O Mroku?
-Nie, nie o nim.-powiedział z poważną miną North.
-Więc o kim?-ja, Królik i Ząbek zapytaliśmy jednocześnie.
-Ehhhh...Widzicie, zanim nastały rządy Pitcha, światem władał ktoś inny.-wyjaśniał Mikołaj, a Piasek mu przytaknął-Tamten władca miał, a właściwie dalej ma, na imię Dark i... jest ojcem Mroka.
-CO?!-zawołaliśmy znów jednocześnie.
-Dlaczego nic o tym nie wiedzieliśmy?-oburzył się Zając.
-To było kilkaset lat zanim wy się przyłączyliście oraz pokonaliśmy Pitcha. Ja i Piasek uznaliśmy, że nie musicie o nim wiedzieć. Chcieliśmy skazać go na zapomnienie.
-Czekajcie to kto go pokonał skoro Zając i Wróżka są zdziwieni?-zapytałem.
-Ja i Sandy.-odparł North, ale znów było widać, że coś ukrywa.
-Ale w takim razie kto jest tym zapomnianym, który przybędzie nam na pomoc?-zapytała Wróżka. Mikołaj miał już odpowiedzieć gdy nagle dało się poczuć podmuch wiatru. Poczułem, że coś łapie mnie za kaptur. Zostałem mocno szarpnięty do tyłu, a po chwili znalazłem w powietrzu.
-Jack nie wygłupiaj się, to nie jest śmieszne!-powiedział zdenerwowany Zając.
-Ale to nie ja!-odpowiedziałem zawieszony w powietrzu. Czułem czyjąś obecność. Pozostali stali jak słupy soli.
-Jak to nie ty, a kto?!-pisknął Zając, wyciągając swoje bumerangi, w tej samej chwili poleciałem na podłogę, gdzie złapała mnie Ząbek. Nagle coś wyrwało broń z łap Zająca i zaczęło nimi obracać w powietrzu.
-Oddawaj...to jest moje!!!-wykrzyczał wkurzony. Dało się słyszeć śmiech, trochę spazmatyczny, ale wyraźny śmiech.
-Przepraszam, ale nie umiałem się powstrzymać. Już zwracam własność.-rzekł głos i bumerangi spadły do łap Zająca. North i Sandy zrobili zdziwione miny, jakby znali już ten głos. W centrum pokoju zaczęła nabierać kształty i kolory jakaś postać. Najpierw wyblakłe aż stała się całkowicie wyraźna. Ja, Zając i Zębuszka rzuciliśmy się do ataku. W jednej chwili cała nasza trójka stanęła jak zamieniona w kamień.
-Ave przyjaciele.-zwrócił się do Mikołaja i Piaska-Tak się wita teraz gości?-wskazał na nas ręką
-To wy się znacie?-zapytała Zębuszka-Kto to jest?
-Nazywam się Augustinus Benedicta i jestem Strażnikiem.-oświadczył niespodziewany gość.
-CO?!-wykrzyknął Zając.
-Od kiedy?-zapytałem.
-Jeszcze przede mną.-powiedział Mikołaj-Chociaż poznaliśmy się zanim staliśmy się Strażnikami. Piasek kiwnął głową na potwierdzenie.
-Chyba czegoś nie rozumiem, to jest jeszcze jeden Strażnik prócz nas?!-stwierdził Zając.
-Tak.-potwierdził Augustinus-Co prawda, przez wieki nie zaglądałem tutaj, ale to prawda.-dodał. Pomyślałem, że to dość dziwny facet, a zwłaszcza ubranie miał dziwne. Nosił długą, brązową szatę z kapturem, przewiązaną w pasie. Gość zrzucił kaptur na plecy i wtedy naprawdę się zdziwiłem... Augustinus był w moim wieku. Miał na nosie grube, druciane okulary. Włosy jego były krótko ostrzyżone, koloru ciemnego blondu. Natomiast oczy miał ciemnobrązowe, lecz tak jakby nieobecne. Na twarzy miał lekki uśmiech. Byłem tą całą sytuacją lekko zszokowany.
-Nie dziwię ci się.-odparł przybysz, a zobaczywszy moją minę dodał-Potrafię czytać w myślach.
-Naprawdę?-zapytałem, czerwieniąc się.
-Tak, naprawdę.-odparł Augustinus-North, może opowiesz naszą historię.
-Z przyjemnością,-powiedział Mikołaj-A więc tak...gdy jeszcze nie byłem Strażnikiem, mieszkałem w Moskwie. Pewnego dnia spotkałem prawie trzynastoletniego chłopaka. Zdziwiłem się, taki młody, widać, że nie tutejszy i że czegoś szuka więc zapytałem się "Dokąd idziesz chłopcze?". W odpowiedzi, w łamanym rosyjskim wydukał że zmierza do Syberii. "Po co?"-zapytałem, on zaś odpowiedział "By w samotności rozmyślać". Powiedziałem, że ja i kilku innych będziemy jechać do jednej z wsi na tamtych terenach za dwa dni, i zaproponowałem mu że go weźmiemy ze sobą. Zgodził się i zapytał gdzie jest jakaś gospoda. Pokazałem mu i powiedziałem gdzie się spotkamy. Po dwóch dniach wyruszyliśmy w drogę. Przez dłuższy czas milczał i odpowiadał lakonicznymi zdaniami ale w końcu opowiedział mi o sobie. Pochodzi z dzisiejszych Włoch (a za jego życia Państwa Kościelnego), w bardzo wczesnych latach poświęcił się nauce i rozmyślaniom, bardzo szybko opanował łacinę. W wieku 12 lat postanowił zamieszkać na odludziu, a słysząc o Syberii zamyślił tam osiąść. Podróżował kilka miesięcy zanim dotarł do Moskwy. Kiedy mijaliśmy las, poprosił żeby go tam wysadzić. Chciałem go przekonać że to zły pomysł ale widząc jego wzrok, zaniechałem tego, byłem wtedy jeszcze młody...-zamyślił się-Ile ja wtedy miałem lat?-zapytał Augustinusa.
-Dwadzieścia dwie wiosny.-odparł zapytany.
-A właśnie, miałem 22 lata i nie wiele mogłem (trzynastolatek w tamtych czasach był już osobą dorosłą i byliśmy już na miejscu), patrząc na ten śnieg i mróz, nie myślałem żeby dał rade przeżyć. Podzieliłem się z nim moimi obawami ,a on wysiadł, stanął na granicy drzew i krzyknął "Odwiedźcie mnie jak będziecie wracali!". Zdziwiło mnie to, droga z tamtego miejsca do wsi trwała godzinę w jedną stronę + krótki postój. Dlaczego mieliśmy go odwiedzić za jakieś 2 ½ godziny? Zapytałem się towarzyszy i powiedzieli że nie zrobi im to różnicy jeśli zatrzymamy się tu na chwilę w drodze powrotnej. Tak też zrobiliśmy. Po tym jak dostarczyliśmy żywność do wsi i jechaliśmy do Moskwy zatrzymaliśmy się w tym lesie. On stał tam i podszedł do nas. Powiedział żebyśmy poszli za nim i to zrobiliśmy. Po jakiś 5 minutach przedzierania się przez drzewa i wyszliśmy na polanę a tam...-North zrobił chwilę dramatycznej przerwy.
-Co tam było? Proszę mów.-powiedziałem równocześnie z wróżką.
-A tam stał kamienny dom.-podjął dalej opowieść Mikołaj.
-Dom, taki murowany?!-zapytaliśmy chórem.
-Tak, murowany, kamienny dom na środku polany w Syberii.-potwierdził Augustinus z uśmiechem.
-Mogę kontynuować?-zapytał North.
-Tak, kontynuuj.-znów chór głosów.
-A więc, my też mieliśmy szczęki zakopane w śniegu. Pierwszy otrząsnął się nie jaki Dimitryj i zapytał "Jak...skąd...ten dom...tutaj???". Chłopak z uśmiechem odpowiedział "To moja tajemnica. Wejdźcie jak chcecie." Ugościł nas, co bardzo było nam na rękę, gdyż już zmierzchało. Rano opuściliśmy dom, dalej dziwiąc się jak to było możliwe. A muszę przyznać dom był niczego sobie. Parterowy z trzema pokojami tj. Z kuchnią, sypialnią i ogólnym, dochodziła do tego spiżarnia, składzik i piwniczka. Meble były solidne, proste, ale solidne. Odwiedziłem jeszcze kilka razy mojego małego przyjaciela. Lecz po trzech latach zniknął. Została po mim tylko jedna książka. Było to rozważanie o dzieleniu się, jego autorstwa. Tak mnie przejęła, że postanowiłem się do niej dostosować i sami zobaczcie co się ze mną stało. No to było by wszystko. Chcesz coś dopowiedzieć Augustinusie?
-Tak, dodam coś jeszcze.-odparł chłopak-Chcecie wiedzieć jak powstał tamten dom?-zapytał wszystkich.
-Oczywiście!-odpowiedzieliśmy, nawet North a Piasek pokiwał głową.
-No dobrze, odkryję moją tajemnicę.-powiedział z uśmiechem-Otóż to było tak. North...pamiętasz tego właściciela gospody, którą mi wskazałeś?
-Tak...dlaczego pytasz?-odpowiedział pytaniem Mikołaj.
-Ponieważ rozmawiałem z nim tamtego wieczoru, kiedy znalazłem się w Moskwie.-powiedział i ciągnął dalej- Zapytał mnie co taki młody człowiek robi tutaj. Odpowiedziałem, że chcę osiąść w Syberii. Zdziwił się i po chwili zastanowienia powiedział "Wiesz w zeszłym roku zmarł mój wuj, mieszkał w domu na polanie, która jest w lesie syberyjskim. Mógłbym ci go sprzedać.". Po chwili radości, załamanie, ponieważ musiałem odpowiedzieć, że nie mam pieniędzy. Gospodarz zasępił się i popatrzył się na mnie, widać było że bije się z myślami, po jakiś 7 minutach powiedział "Mój syn jest chory, żaden medyk nie może mu pomóc, jeśli go wyleczysz, dam ci tamten dom.". Co prawda uczyłem się trochę medycyny a blisko rok spędziłem u znachorki ale nie byłem pewny czy dam radę kogoś przywrócić do zdrowia. Jednak postanowiłem spróbować i całą wiedzę jaką miałem poświęciłem by uzdrowić chłopaka. Nic nie pomagało. Załamany siadłem koło niego i tak siedziałem aż usłyszałem nazwę pewnej trucizny...w pokoju nikogo nie było, zauważyłem jednak że nastolatek się we mnie intensywnie wpatruje. Znów usłyszałem tą nazwę ale przecież chłopak nie mógł mówić. To był pierwszy przypadek kiedy ujawniła się moc którą miałem być w pełni obdarzony trzy lata później. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem lecz postanowiłem spróbować, od znachorki, kiedy kończyłem naukę u mniej, dostałem małą fiolkę, powiedziała mi, że to antidotum potrafi wyprzeć większość trucizn. Dodała że jest ono przechowywane w jej rodzie od pokoleń, ale mi się bardziej przyda. Cóż, podałem chłopakowi miksturę, błagając by zadziałało, teraz nie chodziło mi nawet o tamten dom ale widziałem cierpienie tego człowieka. Na drugi dzień chłopak był zdrowy i opowiedział ojcu kto podał mu ową substancje. Chciał mnie ozłocić, ale niewiele było w tym mojej zasługi, gdyby nie znachorka nie udałoby się. Dał się w końcu ubłagać żeby powierzył mi tylko akt własności tamtego domu.-zakończył.
Wszyscy patrzyli oniemiali.
-Ale dlaczego nie powiedziałeś nam wtedy? Dlaczego zrobiłeś z tego tajemnice?-zapytał z niedowierzaniem North. Augustinus wzruszył ramionami.
-A czym się chwalić, mało w tym mojej zasługi.-patrzył po zebranych i się uśmiechnął- Myślicie "W takim razie dlaczego teraz to nam mówisz?", dlatego że w waszych głowach w ciągu 5 minut powstało wiele ciekawych teorii, z których nieźle się uśmiałem. Wolę żebyście znali prawdę.
Stanął między nimi i powiedział-Powróciłem do służby tego zgromadzenia i chcę żebyście wiedzieli prawdę o mnie, ale resztę opowiem wam później.-uśmiechnął się i dodał- Jak uratujemy Jamiego.

5 komentarzy:

  1. Yay! Następna część! No dobrze, pozwólcie, że się trochę rozpiszę. Po pierwsze: teoria, jakoby Pitch miał w swoim drzewku rodzinnym kogoś jeszcze poza zapomnianą córką (mam nadzieję, że wiecie o kim mówię) ciekawa, acz sprawia wrażenie naciąganej. Po drugie: proponuję ograniczyć znaki interpunkcyjne. Trzy wykrzykniki to już porządne darcie japy. Po trzecie: ciekawy pomysł z zapomnianym strażnikiem. Chociaż miałam nadzieję, że to będzie personifikacja wiatru, to zapowiada się nieźle. Macie już pomysł, strażnikiem czego będzie ten jegomość? Po czwarte: gratulejszyn, coraz mniej błędów i coraz więcej dobrych opisów. Oby tak dalej.
    PS Wychwalam pod niebiosa niektóre fragmenty, gdzie humor jest iście epicki. C: Niecierpliwie wyczekuję ciągu dalszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Córka nie tyle zapomniana co raczej marginalizowana :), a tak swoją drogą robisz spoiler...
      Co do postaci zapomnianego Strażnika, polecam zakładkę bohaterowie, a od siebie dodam że jest to personifikacja mądrości i rady...cóż, pomysł dziwaczny ale własny :)

      Usuń
  2. Nyah, ciekawy pomysł na Strażnika. Moja postać je Strażniczką kolorów i twórczości c:
    Aczkolwiek mam spore wąty, jeśli chodzi o tego całego łojcza Pitcha. Skoro już na pana Pseudo-Voldemorta mówicie Mrok, to tatę powinniście byli ochrzcić innym imieniem. Dark to po angielsku właśnie mrok (a dokładniej "mroczny"), więc wychodzi na to, że oboje mają tak samo na imię (przeklęta polska wersja. W oryginale był Pitch i tyle, a u nas musieli go zasypać tytułami, jak Czarny Pan, Mrok, Książę Ciemności... ;-;).
    Nyahah, ja bardzo lubię spoilerować c:<

    Le Ada

    OdpowiedzUsuń